paradoksalnie mam poczucie, że próby wyodrębnienia kolejnych etapów sprowadzają się do coraz krótszych okresów. jakby listopad skończył się w lutym. a przed listopadem był ponad rok constans. wcześniej był rok constans.
a teraz to już sama nie wiem, bo ten luty w ogóle sama nie wiem czym był. i tylko takie: no dobra, co dalej? zostaje. nie wiem, ja nie wiem. ciągle coś i nigdy nic. niby nic.
[przesadziłam? vertrauenschaden?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz