skutki tygodniowej przerwy:
1) nadmiar pomysłów, chaos organizacyjny, nie ogarniam w co ręce wsadzić i czym zająć się pierwszym (zapisz, zapisz sobie terminy, zapisz sobie pomysły) - to ta swoboda myślenia tygodniowa, antyzadaniowość, to wszystko, te wrażenia, doświadczenia, to sprawia, że się gubię, a zarazem totalnie mnie rozsadza energia, jest super, bo przecież ze szkołą zawsze jakoś się udaje, więc teraz też się uda, kiedyś musi być ten pierwszy raz? ale czy teraz?
2) region niesamowitości, miejsce, w którym mam poczucie, że mimo intensywnego zwiedzania i doświadczania, nie wyłapałam nawet jednej milionowej tego, co można, brak języka w gębie utrudnia, no nie dogadasz się, zupełnie to wszystko inne, ale przecież jakoś bliskie, jakoś zrozumiałe, chociaż tak jakby to był zaklęty czas Polski, którego nie znam, ale tyle o nim słyszałam, jakoś go tam czuję, tu czuję, coś z niego do mnie przetarło...
3) i jakoś jakby bliżej nam do siebie, co jest zaskakujące, co jest miłe, czego się nie spodziewałam i czego nie chcę zapeszać, ale to dobre, tak razem gdzieś pojechać, sobie radzić, coś zobaczyć i wrócić, do domu. do domu. do Warszawy. jak ja się cieszę, że was wszystkich zobaczę.
dużo różnych myśli. z tych, które mi się podobają, to myśl o poszukiwaniu Wielkiego Rozmówcy, niemalże jakby poszukiwaniu Boga w człowieku, tak jakoś wpadła i nie chce wypaść.
cisnąć. dużo cisnąć. i może Teheran. dlaczego by nie Teheran. to jest jakiś pomysł.