niedziela, 15 czerwca 2014

systematyzacja.

pisanie systematyzuje myślenie. zatem:

1. przysięga - ostatnie zaklęcie w odczarowanym świecie?

czyli pomyślałam o tym temacie zanim to stało się modne. gdybyśmy byli w Krakowie... - chcielibyśmy przysięgać na Boga.

2. ruda wariatka, elfi wyraz twarzy, szeptucha, wiedźma, czarownica, co tej pani dolega?

pierwszy raz w życiu widziałam twarz o tak abwechslungsreich mimice a zarazem bez wyrazu twarzy. uśmiech szaleńca, spojrzenie czarownicy. brokat srokat ozłacający teksty, które są z dna.

[wymiana zdań z perkusista, coś się pomieszało, pokrywa to śmiechem szaleńca i mówi]: actually this song fits... - oh, I think I'm breaking down again // oh, I think I'm breaking down - no tak, śmiech jako strategia przetrwania, sweet to see it on stage. 

bo ja w sumie po to chodzę na koncerty, żeby zobaczyć twarz, żeby zobaczyć mimikę, żeby skonfrontować. i po wczoraj dużo we mnie współczucia dla F., bo chyba mało kto słucha jej serio enough. chyba zasługuje na słuchanie jej raczej jak poezji śpiewanej, niż jako brokat srokat.

i jest w niej coś wspólnego z patrickiem, chciałabym usłyszeć jakby razem zaśpiewali jakąś złotą nutę.

3.  nie umiem nazwać uczucia sprzed chwili. ledwo pamiętam jej twarz, nie mam żadnego konkretnego wspomnienia związanego tylko z nią, po prostu byłyśmy ze trzy razy przez dwa tygodnie w tym samym miejscu w tym samym czasie, była starsza jakieś 4 lata, wtedy to było bardzo dużo, kiedy ja miałam 11, ona 15, to było dużo, nie wiedziałam, że była w warszawie, nie poznałabym jej na ulicy, nie myślałam o niej, chociaż pamiętam imię i nazwisko, i że była bardzo chuda i raczej nic więcej, niewiele, i nagle fejsbuk mówi mi, że nie żyje i dziwnie mnie ściska, chociaż przecież ledwo pamiętam jej twarz i nie umiałabym pewnie jej poznać na ulicy. "it is possible to die", a nieśmiertelni jesteśmy dopóki nam śmierć nie udowodni, że nie jesteśmy, jednak "it is possible to die". 

4. i jeszcze E., która znika 1000 kilometrów stąd, wiem że ja nie mam w tej sytuacji znaczenia, ale nie umiem się odnaleźć w tej świadomości, że ona umiera, nie umiem pogodzić się z tym, że to jest prawdopodobne, że już jej nigdy nie spotkam, wiem, że to nie chodzi tu w najmniejszym stopniu o mnie, mam tego świadomość, ale po prostu nie wiem czy ona wie jak bardzo ważna jest dla mnie. kropka. 

kiedyś, miałam 13 lat, pojechałyśmy renault express na zakupy. trzymałam kierownicę siedząc na miejscu pasażera, nie wiem dlaczego. rozmawiałyśmy, nie pamiętam o czym. kupowałyśmy rzeczy na jej urodziny. bez puenty. po prostu była taka sytuacja. 

nieuchronność. świadomość. nie ma cudów. chodzi po prostu o to, że nawet nie wiem jak przekazać to, co nawet nie wiem dokładnie jak nazwać, bezsensu.

po prostu nie tak powinno być. 

niedziela, 8 czerwca 2014

odwołuję.

stwierdzenie pt. "nauka to takie samotne zajęcie". inaczej. wspólna nauka zbliża. w tej rzekomej odwołanej samotności dużo sprawniej idzie kumpelstwo. niby to wiedziałam, nie pierwszy raz to się tak zdarza, ale zarazem tym razem jest inaczej, zawsze spoko, jestem zadowolona, podoba mi się ten czas i naprawdę jestem zdolna powiedzieć, że czuję się dobrze. 

nie wyprowadza mnie z równowagi przesłyszane "głupie koleżanki", chyba już mi to obojętne. nie przeszkadza mi brak czasu, odwrotnie, brak czasu robi mi dobrze. dobrze robi mi bycie cały czas poza domem, small talki mi dobrze robią, mam bekę, jest super, bez ironii, jest spoko, jeszcze Trybunał Konstytucyjny (z tego wszystkiego to aż sobie sprawdzę jaką większością się wybiera sędziów, a co - już wiem, bezwgl > w ob. 1/2) zrobił mi zagwostkę czy nie przejebać jeszcze roku za darmo, a może w ogóle zająć się czymś innym, nie wiem, zobaczę.

a zachwianie nastroju to pewnie hormony. wiadomo, kiedy się nieregularnie śpi, je w nocy, krótko śpi, wstaje rano i cały dzień wysila głowę nad książkami, to takie jazdy są normalne. i dlatego te okulary, o których ni widu ni słychu, te od spania dokładnie REM faz, to byłoby niebezpieczne. powariowaliby ludzie.  jako i ja wariuje.

btw, niezłożenie przez kandydata na sędziego TK ślubowania równe jest zrzeczeniu się powołania. o co cho z temi przysięgami?

i wpadło mi jeszcze, myśląc o współlokatorkach nie moich (hint), że boją się ludzie, którzy mają coś do ukrycia i sumienie. nie wiem czy to prawda, może za rok odwołam, ale brzmi zajebiście. 

jest super.