czwartek, 24 kwietnia 2014

1000.

Whatever I feel for you you only seem to care about you, is there any chance you could see me too? Is there anything I could do just to get some attention from you? 



przechodzą mi przez głowę myśli o różnych historiach, takie historie z serii a imię moje czterdzieści i cztery, stare (dobre) historie, myślę sobie "no, no, jak to się było działo?", nawet nie do końca wiem o co mi chodzi, chyba trochę o takie zachowania, jak rysowanie, chyba najsłodsza rzecz, którą mi kiedykolwiek kto zrobił, albo jedna z dwóch, takie rzeczy, to jest część 90% potrzeb. taki telefon na przykład, który odbieram i słyszę "stęskniłam się" i myślę, hej, to miłe, ale to nie ten numer, to wszystko mnie trochę wkurwia a najgorsze jest to, że zamiast być wkurwiona, to dzwonię i po raz milijonowy próbuję usłyszeć dobre słowo, a słyszę samą zadaniowość i pragmatyzm, i uznaję oczywiście priorytetowość zadaniowości i pragmatyzmu, ale nie czuję się dobrze ze sobą dzięki tej historii i jestem zmęczona a zarazem ufam ale bardziej sobie, bo w sumie to o co mi chodzi, skoro przecież nawet nie ma opcji przestania, kiedy nie zaczęło się, a końce znam już na wylot, wiążę koniec z końcem... a zaczęłam od tego, że mi się przypominają dobre historie i myślę sobie "jak to możliwe, że mi się takie rzeczy przydarzyły i dlaczego nie może to tak zadziałaś" i to pytanie retoryczne na wskroś, bo  wiem dlaczego nie. keep calm and 1000. 

czwartek, 10 kwietnia 2014

sprawdziłam.

przegrałam. szkoda, dobrze wiedziałam jak zainwestować 50 000. nie szkodzi, napiszę lepszą sztukę. szkoda, nie jesteś sarah kane. nie szkodzi, przecież dopiero od 15 miesięcy nie nienawidzisz teatru. szkoda. patrzę i widzę jakieś magiczne roczniki 1977, 1983... Btw, gdyby oni byli sarah kane już by nie żyli. Czego ja bym chciała. Pięć napisanych sztuk, laboratoria dramatu, nagrody... Można? Można. Nie jestem pisarzem.  Nie robię tego dobrze, to to robi pisarza. Klejmoklepcą jestem, to można robić źle, no i robię. Źle. 

Jestem potrzebą TU I TERAZ bycia kogoś, kto mi powie, że nie szkodzi. W sumie nie, bo szkodzi, a nie chcę takiego kłamania. Nawet lepiej, żeby nic nie mówił. Żeby mnie głaskał i żebym się nie czuła przegranym. 

Kurwa mać, to żenujące, ale byłoby spoko się poczuć ważną. Nawet nie tu i teraz, tak raczej mieć to z tyłu głowy cały czas, że się jest. A nie, że się nie jest. A jeszcze gorzej, że mogłoby się nie być. Na domiar złego jutro piątek. W ogóle. 

Ale jeszcze napiszę coś ważnego. Nieważna osoba mogłaby chociaż napisać coś ważnego. 

Btw nie umiałam napisać: hej, wzięli moją sztukę do drugiego etapu!, a świetnie mi idzie rozwodzenie się nad tym, że nie jest ona w finale. 

wtorek, 1 kwietnia 2014

łaknąć. łyknąć.

my new favourite suicide. właściwie powód jest jeden. kiedy czytam o tym jak wyjaśnia pod-tekst i dokładnie wiem o czym mówi, bo i've been there, to trudno się nie zajarać. wystarczy. 

co ciekawe doceniam to, że nie jestem w tym momencie w tym stanie, w którym byłam czytając ją lipcem i sierpniem. doceniam, bo mogę spojrzeć jak na warsztat krawca literatury, a nie jak na odbicie w lustrze. dystans. 

tak, bo jest ok. gdybym miała powiedzieć co ostatnio mi się podobało, to podobało mi się spotkanie z K. na polach. poczułam jakby zszedł ze mnie ten nieokreślony rodzaj zawodu brakiem takiego wyjątkowego porozumienia, do którego między nami jakoś przywykłam. może nie rozmawiałyśmy symultanicznie, może nie złapała mnie za głowę i może nie było Najlepiej, ale było tak jak powinno między nami bywać, chociaż czasem. ja jestem cierpliwym typem, przynajmniej behawioralnie, i nie łatwo mnie wprawić w ten stan, a jej się udało i dobrze wyczuła moment, żeby to odkręcić, mój przyjaciel to jest mój przyjaciel, ja wiem, tylko nie czułam ostatnio i dobrze to było poczuć, tak tak.

to co mi się nie podoba nadal jest za grubą szklaną szybą. po tej stronie szyby mam niedzielny poranek, weekend na P., spotkania sobotnie, spotkania niedzielne i pod-tekst. 

I parę cytatów, żeby nie zaginęły:

"Myślę, że jeśli ktoś nas źle traktuje, ale robi to z poczuciem humoru, to tak naprawdę można mu wybaczyć". 

"Ludźmi kieruje potrzeba, nie przeszkoda".

[btw, znaleźć "Fragmenty dyskursu miłosnego" w rozdziale o "Oczyszczonych" - bezcenne. Przypomniał mi się 21 grudnia 2013. Ucieczka do buwu i lektura Barthesa. Jak ja wtedy kurwa czułam. Czułam tak, jak wtedy "Gdy traci się siebie, dokąd można pójść? Nie ma dokąd pójść, tak naprawdę to coś w rodzaju szaleństwa". I jak ja Cię nienawidziłam za to, że kiedy ja nie miałam dokąd pójść i w końcu wróciłam, i poszłam do pokoju, to do mnie nie przyszłaś. Człowiek, który zakopał swoją siekierę.]

 "Myślę, że (...) dążyła między innymi właśnie do tego, żebyśmy ponownie otworzyli się na swoje uczucia - nawet jeśli jest to bardzo ryzykowne".

"Myślę, że do pewnego stopnia trzeba przytępić swoją zdolność postrzegania i odczuwania. Trzeba wyłączyć przynajmniej część własnego umysłu, żeby móc funkcjonować. Inaczej pozostaje się chronicznie normalnym w społeczeństwie, które jest chronicznie nienormalne".

Piszę to wszystko a chciałam napisać jedno zdanie: poczułabym Londyn.