rozegrano całkiem udany meczyk.
a teraz wszystko wróciło do patologicznej normy i patrzę na to z tego dystansu, wkurwiam się, milczę, wkurwiam się, wkurwiam się na się, się wkurwiam.
i coraz bardziej sobą gardzę. i za to jak mam, i za to jak zaczynam mieć. ostatnia rzecz, którą gotowa byłabym przyznać, to, że mogę być z siebie zadowolona.
ale meczyk był przecież grą wartą świeczki.
im-pasuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz