niedziela, 26 maja 2013

cierpliwości.

tracę cierpliwość (wszystko ma swoje granice).

no tak. po prostu tracę cierpliwość. tylko tyle.

mam siebie wkurwioną. i nie chce mi się już gadać.

nie chce mi się tłumaczyć. nie chce mi się small talków.

chce mi się płakać i palić.

wtorek, 21 maja 2013

a co ja myślę?

jest mi smutno. kwestia filtra, przez który oglądasz rzeczywistość. teraz jest ten, który czarno widzi.taki smutek pełen zgody i zrozumienia. bo w tym czarnowidztwie jakoś mi się nie widzi żadne oświecenie.

jak wiem, kiedy czegoś nie ma tego zniknięcie jest niezauważalne. tak mi się wydaje, że może być. i tego mi szkoda. 

jednocześnie wiem, że zaistnienie przerasta. mnie tak naprawdę też. i tylko wydaje mi się, że mogłoby być, bo albo by się potoczyło jak zwykle, czyli koniec końców nie byłoby nic, albo byłoby to niezwykle wymagające. ja lubię, kiedy się ode mnie wymaga. i lubię od siebie wymagać. a kiedy mnie przerasta jest najlepiej, jakkolwiek chaotycznie i histerycznie by nie było. no ale niektórych to przerasta. 

cała ta wiedza jest smutna. świadomość 'lęku przed wpływem' zasmuca. przede wszystkim zaś smuci dysproporcja zrozumienia, wyczulenia na takie kwestie, niedobór krytycznej obserwacji uwzględniającej kontekst. tak, to mnie najbardziej smuci. 

bo ja to wiadomo, prędzej czy później i to raczej prędzej niż później, sobie zracjonalizuje. a tkwienie w impasie (tak, trochę się chociaż na płaszczyźnie zrozumienia, skoro już nie czynów, ruszyłam) jest najmarniejszą z marności. 

a pewnie to wszystko przez to, że jestem pierwszy niecierpliwy. ale drodzy państwo... 

wtorek, 14 maja 2013

meczyk.

rozegrano całkiem udany meczyk.

a teraz wszystko wróciło do patologicznej normy i patrzę na to z tego dystansu, wkurwiam się, milczę, wkurwiam się, wkurwiam się na się, się wkurwiam. 

i coraz bardziej sobą gardzę. i za to jak mam, i za to jak zaczynam mieć. ostatnia rzecz, którą gotowa byłabym przyznać, to, że mogę być z siebie zadowolona. 

ale meczyk był przecież grą wartą świeczki. 

im-pasuje.