niedziela, 20 stycznia 2013

180 stopni.

a to się akurat rzadko udaje, w moim wykonaniu 360 jest częstsze.

zatem: miast chaosu i poczucia bezsensu - jakaś taka konstruktywna koncentracja połączona z poczuciem, że przecież o to chodzi, że miało nie wyjść. mega. 

satysfakcja z odzyskania zdolności do skupienia. satysfakcja z chłonięcia. nawet jeśli niewystarczająco dużo, niewystarczająco szybko - synapsy mi trzaskają spięciami przy intensywnym tworzeniu połączeń. satysfakcja z izolacji, bo to bardzo samotne dni, mimo ich zbiorowości. ale przede wszystkim satysfakcja z realizacji zamiaru: miało właśnie tak być. teraz nie daję się ciszy zwariować. nie daję się wiadomościom zwariować.

i naprawdę ciekawe to są rzeczy, co ja się uczę! CO JA SIĘ NIE UCZĘ, o, to jest pytanie. Prawo bliższości, bardzo życiowe! Funkcjonalny sposób powoływania OM stanowi podstawę dla idealnej analogii do zmian mieszkalnych - boże, jak ja bym chciała o tym komuś opowiedzieć, jaki to dobry pomysł!

A to dopiero początek! I może to nie jest tak, że ja nie mogę spać. Może to jest tak, że tak mi się to wszystko podoba, że mi się nie chce spać. Jest tak, jak miało być. I może nie mówię swoim językiem, ale uczę się nadal tego nienaturalnego mi. Spoko, zawsze spoko.

dopisek bez wielkich liter i bez wykrzykników, bo przemawia zgoda na taki stan, do osoby: z osoby pamięcią, to zanim mnie osoba powie co myśli, to zapomni co tam było i co miała powiedzieć osoba. 

środa, 16 stycznia 2013

w stanie totalnego zakręcenia, kiedy mówię prowadzącym "siemano"

zostało mi uświadomione wprost, że dałam się zwariować. no racja, jak zwykle, tak, jak miałam nie, tak znów tak, dałam się totalnie zwariować. i od dziś, które zaczęłam o 5:00 rano, change. myślę do siebie zdaniami, żeby kontrolować o czym mi się tak myśli. 

w celu obniżenia statystyk - koncepcja. jako jaką postać historyczną widzisz się? jak ja się widzę w życióweczce. najpierw woolf. boże, przecież wcale nie. właśnie nie! może paderewski. nie, nie, też niedobrze. wojskowy? żyd jakiś? 

wilde. oscar wilde. nie szalejesz, będąc delikatną, za tym czarującym skurczysynem. ależ owszem, jednakże tak to się ja widzę w mej najlepszej wersji. 

taksówka podjechała od razu. pomyślnie. kolejki jednej stałej nie zastałam stojącej. też dobrze. druga, też nieobecna, dała czas na napisanie tego właśnie. 8 minut. rewelacja. a miejsce parkingowe podjedzie mi samo pod stopy. 

chociaż imię mi się podoba. od dziś do odwołania, myślę zdaniami (może od razu złote aforyzmy, oskarze?), szpile performatywne wbijam w policzki i będę totalnie wilde. próbować będę. 

pozdrawiam dawanie się zwariować, idzie nam się dogadać.

piątek, 11 stycznia 2013

fuck.

puf i nagle. ups. przeliczam, bo od tego, od tego umiłowania do przeliczania, nie mogę się uwolnić. może to kwestia umiejętności, a nie wiedzy, to co tak w tem przeliczaniu zachwyca. w ogóle to może być kwestia umiejętności. anyway - przeliczam i patrzę na wynik jako na pomnożenie tego puf. pif-paf. 

puf i nagle. ups. naprawdę. ego-i-styczne ups, ale jednak ups. i niemożność od ups się uwolnienia. potrzeba wypowiedzenia, to już tradycyjne. perspektywa, kiedy widzi się z wielu perspektyw, nie sprzyja ustaleniu wspólnej wersji. 

bo i tak, że teraz puf i myślę - aha, czyli całe to puf jest po to, żeby usprawiedliwić swoją bezradność, nieskuteczność, przegraną. zresztą, całe przegranie mogło być motywowane mechanizmem "nie wybaczam sobie". 

że myślenie "nie zasługuje" jest łatwiejsze, bo zwalnia z obowiązku próbowania. bo myślenie "nie wybaczam sobie" zwalnia z obowiązku zmiany, bo przecież i tak już sobie nie wybaczę. i tylko można zawiesić działalność. 

fujka mazur. to już łatwiej ogarnąć emocje. one są jasne. tak jest tak, nie jest nie. kiedy analiza i interpretacja, i analiza, i interpretacja, i jeszcze analiza i interpretacja - to nie ma tak, tak jest na nie, albo i nie ma nie.