1.a to już naprawdę przesada. wypowiedziane nabrało ciężaru i przeżywam brak przeżywania, spotęgowany sytuacjami, które powinnam przeżywać, a zamiast się tym zająć, jakoś je bardziej przeoczyłam, niż przeżywałam.
nieco teoretyzuję, to mnie osadza, ale nie wiem na jak długo starczy pomysłów na teorie, żeby już nie wspominać o faktach, na których mogę je budować.
pocieszam się myślą, że to urok bycia w rodzinnym domu, ten zawrót braku przeżywania, bo przeżywać tego, co przeżywałam 2 lata temu już nie powinnam i właściwie to dobrze o 2 ostatnich latach świadczy, że już nie przeżywam.
2. to co się dzieje w planie rzeczywistym przerasta moją cierpliwość, czego się wstydzę i za co nawet nie umiem przeprosić, bo musiałabym co chwilę przepraszać. przerasta moje wyobrażenie. ironizuję, sarkastycznuję, naśmiewam się i dworuję sobie bez ustanku, choć najbardziej nie na serio jest właśnie ironizowanie, sarkazm, naśmiewanie się i dworowanie. od-reagowuję w momencie się-dziania słowami, gębą głosząc niezgodę, czynami starając się gębowej niezgodzie zadośćuczynić.
3. i trochę odespałam, chociaż bardziej odeśniłam. wpierw zapytując się czy to nie sen, po czym śniąc zdając sobie sprawę z tego, że śnię, bo się tak nie prowadzi, jak mi się śniło.
4. a z wszystkich pożegnań na to dzisiejsze najbardziej się nie godzę. więc 24 godziny po nim zacznę rokroczną walkę o przetrwanie, żeby się czymś zająć, zamiast gubić się w braku przeżyć i sennych zjawach, które źle się prowadzą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz