niedziela, 23 września 2012

elbrus.

faza mazur. już nie prymas, od dawna. już nie pe, chociaż akurat z pe nie mogę się jakoś rozstać. już nie aśka, aśka nadal gdzieś tam czeka na 15:00. nie johanna, której hurraoptymizm i hiperaktywność zostały left behind. znów jestem mazur i przyznaję, że mi dobrze z tym mazurzeniem.


wojaże zarówno pod względem relacji międzyludzkich jak i poznawania świata za udane uznaję oficjalnie informując, że od 1 października już naprawdę, na dłużej niż weekend to ja z tego miasta nie wyjeżdżam. bo jakby miło nie było w innych, jakby piękne nie były i jakby nie było "i zobaczył pan, że było dobre", to nie to, co tutaj. w tym jesiennym chłodzie, pod skapującym niebem, w tych skupionych wzdłuż linii prostych wyrysowujących topografię najistotniejszych dzielni budynkach. gdzie nic za darmo - ale i nic za euro. 


wykorzystuję czas, który pozostał. one week to go. i w kierat. w rytm. w porządek i bezpieczeństwo. a za rok o tej porze będę na elbrusie. 

sobota, 1 września 2012

brak mi cytatów, żeby się wyrazić.

1.a to już naprawdę przesada. wypowiedziane nabrało ciężaru i przeżywam brak przeżywania, spotęgowany sytuacjami, które powinnam przeżywać, a zamiast się tym zająć, jakoś je bardziej przeoczyłam, niż przeżywałam. 

nieco teoretyzuję, to mnie osadza, ale nie wiem na jak długo starczy pomysłów na teorie, żeby już nie wspominać o faktach, na których mogę je budować. 

pocieszam się myślą, że to urok bycia w rodzinnym domu, ten zawrót braku przeżywania, bo przeżywać tego, co przeżywałam 2 lata temu już nie powinnam i właściwie to dobrze o 2 ostatnich latach świadczy, że już nie przeżywam. 

2. to co się dzieje w planie rzeczywistym przerasta moją cierpliwość, czego się wstydzę i za co nawet nie umiem przeprosić, bo musiałabym co chwilę przepraszać. przerasta moje wyobrażenie. ironizuję, sarkastycznuję, naśmiewam się i dworuję sobie bez ustanku, choć najbardziej nie na serio jest właśnie ironizowanie, sarkazm, naśmiewanie się i dworowanie. od-reagowuję w momencie się-dziania słowami, gębą  głosząc niezgodę, czynami starając się gębowej niezgodzie zadośćuczynić. 

3. i trochę odespałam, chociaż bardziej odeśniłam. wpierw zapytując się czy to nie sen, po czym śniąc zdając sobie sprawę z tego, że śnię, bo się tak nie prowadzi, jak mi się śniło. 

4. a z wszystkich pożegnań na to dzisiejsze najbardziej się nie godzę. więc 24 godziny po nim zacznę rokroczną walkę o przetrwanie, żeby się czymś zająć, zamiast gubić się w braku przeżyć i sennych zjawach, które źle się prowadzą.