wtorek, 22 maja 2012

moja mowa jest. tak-tak, nie-nie.

coś jest nie tak. cyk cyk, moment nie-takości. nie-tak-stuk-puk. 

pojechałabym gdzieś na dzień. to złudne wrażenie, że zostawi się siebie w miejscu ruszając się z niego. wy-ploty. wiadomo, wszystko będzie tak samo. słowa mi się cisną na palce, wrażenia, odczucia. zbyt emocjonalnie, zbyt  jestem w życiu jak, za często się śmieję. vanitas vanitatum pe, remember. ale jak to, ale dlaczego, przecież jestem tak bardzo tak-tak-życie. 

histeria związana nie z so-called sesją, ale właśnie z tym - co po niej? ja w przyszłym roku? jak? niemożność uwierzenia, że da radę inaczej, niż jest. niemożność naiwnego założenia, że wcale nie będzie inaczej. więc moja mowa jest tak-tak-bądźmy tu i teraz, jest tak jak powinno być, i moja mowa jest nie-nie-nie zgadzam się na przemijanie teraźniejszości.

przy czym coraz mniej widzę chwilę, coraz bardziej odcinek. gorsza perspektywa. chwilami się uraczam, odcinek mnie przerasta. jestem krótsza, jednodniowa. dlatego tak rzadko pamiętam o tym, co wczoraj postanawiam, że zrobię dzisiaj. jakie wczoraj? istniałam wczoraj? chcę chłonąć dziś bez wczorarzenia. razi mnie odpływ.

naprawdę zapominam. te-raz. jednokrotne i nic poza tym. 

środa, 9 maja 2012

czy-czy-czy-changes?

tak leżę i spać nie mogę, bom takam zajaranam, że nie-wychodzi-nie-szkodzi, że bez-szans-i-tak-lans, że to-nic-że-źle-bo-wcale-nie, i takie inne składanki, o-sOm, takie mam plany na prze-ży-cie, że-o-ja-cie, że: 

idę w bezsens/bezsen/bezcen
z pełnym siebie przekonaniem,

że właśnie rakiem/wrakiem/brakiem
chcę być i niech mi się coś stanie

niech mi się dzieje wola/swawola/niewola - 
byle działo, ciągle nakręcać się w sobie
na siebie jakiej mnie mi mało

i nic, że nie spaciam - i tak obudzę się, bo mam obowiązki wobec świata, ja, budzikorynka. fajnie jak jest fajnie, bez lipy jest wówczas fajowo. 

i z dedykacją, właśnie mi żart wpadł do głowy:

i don't give. a fuck.