przy czym raczej już się przed sobą za bardzo nie popiszę w tym roku, więc mogę sobie pozwolić na jakieś obiecanki, planki, postanowionka i inne takie nic nie warte podsumowanka.
nigdy tego nie robiłam, teraz tego potrzebuję - ergo - osiągnięcia tego roku:
1. nie wróciłam wtedy, kiedy myślałam o tym, żeby wrócić;
2. doszłam do 19 pod względem ludności na świecie miasta na piechotę, po czym odnalazłam się w nim bez planu;
3. noce w buwie;
4. sprawdziłam czy istnieje autorka zdania 'Dlaczego my, postromantycy, musimy być nadal ironiczni?';
5. the room on one's own;
6. finding rodmell;
7. osiągnięciem jest zarówno podbicie od x do, tajemnica, x+y=kwiecień , po czym od x+y+1=czerwiec, po czym jeszcze x+y+1+z= wrzesień, po czym dojście do października - i - to największe osiągnięcie - zatrzymanie się na grudniu, nie osiągnąwszy tego, co zapowiedziane zostało w maju, przy czym nie z powodu stracenia rezonu...
dojrzenie do nierealizacji jednego z dwóch życiowych planów okazuje się nawet już nie osiągnięciem. to byłby jedyny w tym roku sukces, gdybym robiła coś takiego, jak podsumowania roku.
i z nikim nie łączą mnie swary i kłótnie.
porażki roku:
1. HSM;
2. to, że nie uciekłam, kiedy powinnam była uciec;
3. niepojechanie do Krakowa - gdyby nie to, że jednak nie;
cele na przyszły rok:
1. gdybym wpadła na podobnie idiotyczny pomysł na przełomie 2012/2013 roku - chciałabym podobnego bilansu. Ze szczególnym uwzględnieniem sukcesu.
A co do drugiego życiowego planu, z dedykacją:
byłam pewna, że widać na nim okno. sztuka motywacji. jeden z przewieszonych. kolejny. jeszcze jeden. Kawałek żółtej ściany, kawałek żółtej ściany.