czwartek, 29 grudnia 2011

może jeszcze się do siebie odezwę. a może już nie.

przy czym raczej już się przed sobą za bardzo nie popiszę w tym roku, więc mogę sobie pozwolić na jakieś obiecanki, planki, postanowionka i inne takie nic nie warte podsumowanka. 

nigdy tego nie robiłam, teraz tego potrzebuję - ergo - osiągnięcia tego roku:

1. nie wróciłam wtedy, kiedy myślałam o tym, żeby wrócić;
2. doszłam do 19 pod względem ludności na świecie miasta na piechotę, po czym odnalazłam się w nim bez planu;
3. noce w buwie;
4. sprawdziłam czy istnieje autorka zdania 'Dlaczego my, postromantycy, musimy być nadal ironiczni?'
5. the room on one's own;
6. finding rodmell;
7. osiągnięciem jest zarówno podbicie od x do, tajemnica, x+y=kwiecień , po czym od x+y+1=czerwiec, po czym jeszcze x+y+1+z= wrzesień, po czym dojście do października - i - to największe osiągnięcie - zatrzymanie się na grudniu, nie osiągnąwszy tego, co zapowiedziane zostało w maju, przy czym nie z powodu stracenia rezonu...
dojrzenie do nierealizacji jednego z dwóch życiowych planów okazuje się nawet już nie osiągnięciem. to byłby jedyny w tym roku sukces, gdybym robiła coś takiego, jak podsumowania roku.

i z nikim nie łączą mnie swary i kłótnie. 

porażki roku:
1. HSM;
2. to, że nie uciekłam, kiedy powinnam była uciec;
3. niepojechanie do Krakowa - gdyby nie to, że jednak nie;

cele na przyszły rok:
1. gdybym wpadła na podobnie idiotyczny pomysł na przełomie 2012/2013 roku - chciałabym podobnego bilansu. Ze szczególnym uwzględnieniem sukcesu.

A co do drugiego życiowego planu, z dedykacją:




sobota, 24 grudnia 2011

demiurg, w akcie kreacji, tworzy świeckie święta.

when it comes to x-mas i just have to admitt - every year i'm getting better at this. i've learned to choose in which aspects of celebrating i want to participate.  i've grown to not care. 

when it comes to coming home i just have to admitt - every time i do come home it's better. i've learned not to take it as obligation, cause there is no such obligation. i've grown to appreciate changes, which let me feel here the way i'm now, not the way i used to be the time i was living here.

when it comes to music i just have to admitt - one time experience made me long for wordless music. but still muvo full of my music, listened for lyrics (nigdy nie każ mi wybierać, bo jeszcze wybiorę źle) - which allows me to long. 

when it comes to english - i just have to admitt - it's becoming less and less correct - and same time more and more mine. 

cause there is only one mission for these days. let them know it's christmas time. and i do. cause i want to, not cause i have to. because i want them to send me one day this christmas baby please come home message.  


piątek, 16 grudnia 2011

intertekstualna notka hermetyczna.

wpierw fakty - podpubliczkowa niewidzialna ręka numer minus jeden została odpokutowana. bilans - plus dwie. brak rąk.

po czym poprawki, uchwalone jednomyślnie, przy jednoosobowym kworum. mianowicie:

primo - serialność nie zakłada wyłączności serii, ergo dopuszczalne jest istnienie serii równoległych, zawieszanie serii, powroty do serii. jakby powiedział p. prof. W. 'teraz widzę to wyraźnie' - miast podporządkowywać elementy odkrytej serii trzeba było od początku nie zakładać jednolitości i nie próbować odmawiać prawa do bycia częścią całości elementom nie wpisującym się w dostrzeżony mechanizm.

secundo - odwrócenie sytuacji, rozpoczęcie od teorii i abstrakcji, ustanawia niesamowicie wymagający próg - a zarazem udowadnia możliwość zaistnienia procesu, nazwijmy go reversed-re-adding (odwrócone-od-doczytywanie?) znaków, począwszy od znaków sztuki, przez znaki zmysłowe i inne, dochodząc do światowych. potencjalnie.

sobota, 3 grudnia 2011

‘nic bowiem nie daje bardziej do myślenia niż to, co dzieje się w głowie głupca’.

‘Być może przyjaźń żywi się obserwacją i rozmową, miłość jednak rodzi się i rozwija w milczącej interpretacji  (…) Kochać to starać się rozwikłać, wywołać owe nieznane światy, kryjące się w ukochanym. Oto dlaczego tak łatwo jest nam się zakochać w kobietach nienależących do naszego świata, niebędących w naszym typie’. 

‘Obiektywnie rzecz biorąc, miłość heteroseksualna nie jest tak głęboka, jak miłość homoseksualna, w której odnajduje ona swą prawdę.’.

‘Miłość nie ustaje w przygotowaniu własnego zniknięcia, w naśladowaniu swej klęski (…)  To prawda, że powtarzamy nasze uprzednie miłości; prawdą jest jednak i to, że nasza obecna miłość, w całej swej żywotności, powtarza moment zerwania lub antycypuje swój kres”. 

‘Obraz, idea lub esencja wystarczająco bogata, by rozmnożyć się w tych, których kochamy, a nawet w kimś jedynym, ale też na tyle bogata, by powtarzać się w naszych kolejnych miłościach, w każdej z nich z osobna’. 

Za każdym razem powtarzamy więc inne cierpienie, ale samo powtórzenie zawsze jest radosne, fakt powtórzenia tworzy uogólnioną radość. Albo raczej, fakty są zawsze smutne, a wesoła jest radość ogólnej idei, jaką z nich wyciągamy, albowiem miłosne powtórzenie nie oddziela się od prawa rozwoju, dzięki któremy zaczynami powoli zyskiwać świadomość, przekształcając nasze cierpienia w radości (…) w tym co się powtarza, tkwi pewna tragiczność, lecz w samym powtórzeniu objawia się komizm, a jeszcze głębiej radość ze zrozumienia powtórzenia lub zrozumienia prawa’.

‘Nic lepiej nie pokazuje zewnętrzności selekcji niż przypadkowość wyboru ukochanej osoby. Nie chodzi tylko o to, że umknęły nam niektóre miłości, o których wiemy, że mogły odnieść sukces, gdyby nie drobne niedogodności’.

i przy tym ‘wszędzie paraduje orszak minionych przyległości’.

fragmenty wywodu z tekstu, który we wtorek będę referować. ogólnie - <ok>, jak powiada Te. Tylko jedna informacja mnie nieco zmartwiła. Otóż moment, w którym dostrzegasz prawo rządzące Twoimi miłościami - to jednocześnie moment, w którym przestajesz się zakochiwać. Mój stan euforyczny sprzed miesiąca i dwóch dni był wynikiem ostatecznego odkrycia prawa oraz zgody na nie. Także tak, zgodnie z teorią, od kiedy wyłapałam moje prawo nie mam prawa się zakochać. A co na pocieszenie? Wiedza, moi państwo. Wiedza.