nawet sobie nie mam nic do powiedzenia.
tak to bywa, kiedy się nie czyta.
jest mi tak, jakby już było po wszystkim...
ostygłam. cieszę się na zapas i/lub na pokaz. pożywam sobie według praw zobowiązań. poszłabym spać, ale mam jechać. pojadę. posiedziałabym na dupie, ale wolne. nie posiedzę. zarzekam się, że od października zżyję się bardziej z takim życiem, jakiego od siebie oczekuję. zrzeknę się go. wszystkie potencjalne działania nic nie zmienią, tak jak nic nie zmieniły działania faktyczne. bo tak naprawdę nie dzieje się nic.
no chyba, że jest się na fali uderzeniowej emocjonalnego rozkołysania, kiedy grymas odwraca świat. no ale nie mnie to dotyczy. o sobie bowiem nie mam nic do powiedzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz