mogłabym napisać repeat 2 września. ale pomnoże słowa. co miałam napisać: x-impresje:
że wtulam się w polskę. Że do niej trzeba dorosnąć. Że kupię sobie wino i papierosy, bo tak mi tu bogato.
że konsumpcja sztuki, sztuka konsumpcji. muzea dosłownie zajebane, po brzegi, nie mieszczące się w ramach tłumy gapiów. Klienci galerii. Galerianie. Bo o ile nieco ponad wiek temu zwiedzaie przypominało bardziej pracę galerników, żmudne i wycieńczające poznawania, przebijanie się przez fale wiedzy wieków, to obecnie jesteśmy podobni do galerianek, szukających dóbr Veblena na rynku sztuki. Chcemy za niewielką opłatą mieć w cv wpis National Gallery, najlepiej poparty zakupem podstawek pod kubek albo magnesem na lodówkę ze sklepu wieńczącego trasę przez kulturę.
potem, że przebijam się do domu przez tony bitej śmietany. wpierw ten prawosławny krzyż wzwyż po czym opad, zostaje dym.
tak właśnie było. po czym byłam sobą przez trzy dni, taką jaką siebie pamiętam z czasów, kiedy zastanawiało mnie to, jaka jestem. teraz straciłam zainteresowanie sobą jako materią i nieustannie przesuwam termin, kiedy spróbuję się postarać je odzyskać. może od października.