poniedziałek, 6 czerwca 2011

abstrakcja.

oderwę się na chwilę od siebie, choć na moment koniec z egotyzmem:

kontynuując wątek epifanii: o chorowaniu. choroba! most łączący Woolf i Prousta. snobizm. jestem snobką i wątek przewodni w poszukiwaniu straconego czasu. woda, morze - w cieniu zakwitających dziewcząt /tytuł tysiąclecia/ i the waves oraz to the lighthouse - tak, moi państwo. Porówywanie i jego, i jej do Cézanna. Fragment z wiadomością o samobójstwie w czasie wybierania się Guermantesów na bal przebierańców (wystarczy myśl, że ona ma na imię Oriana i klęczę mentalnie) a śmierć Septimusa Warrena Smitha w Mrs Dalloway. Streszczenie w stylu 'chłopiec zjada ciastko i zostaje pisarzem' a streszczenie 'Klarysa Dalloway wydaje przyjęcie. Septimus Warren Smith popełnia samobójstwo'. Ale to wszystko nic, to są drobiazgi, każdym geniuszom mogło się zdarzyć. Ale...

Ale, przyjmując hipotezę Wiesława (jak można nie przyjać hipotezy gościa o imieniu Wiesław - vide Dobrzyc) - Mrs Dalloway jako książka o tworzeniu dzieła sztuki: wysnucie paraleli między tworzeniem dzieła a przygotowaniem przyjęcia - to co się dzieje? Okazuje się, że można by zestawić w poszukiwaniu straconego czasu - jako dzieło o stawaniu się artystą i wybawieniu, jakie przynosi sztuka z mrs dalloway jako wskazówką innej drogi dojścia do aktu kreacji.  Ale to nic, to jest pół zabawy (marne wysiłki wzbudzenia w kimkolwiek napięcia, tak, wiem, nikt się tym nie jara) - ale dochodzisz do informacji, że Woolf nie lubiła Klaryssy jako postaci. I myślisz - aha, alles klar - ona widzi tę drugą drogę (z założenia i historycznie bardziej kobiecą/typową dla kobiet) jednak sama zostaje przy drodze Prousta. Ale jednocześnie pokazuje i uzasadnia prawomocność alternatywnej. I to, moi państwo, jest po tysiąckroć bardziej feministyczne niż room on one's own czy three guienneas.

A wracając do siebie - miałam dziś nawrót uczucia z czasów gimnazjalnych, które nawiedzało mnie, gdy słyszałam Jolene (ok. 5:18), potem koszmar, potem pobudkę pod wpływem nieznanych czynników a teraz znalazłam Cesare Borgia (kto by pomyślał, że był pierwowzorem Księcia - "wielce kontrowersyjna analogia")... Żyję. 

1 komentarz: