jest wykładowcą. to taki nauczyciel, tyle, że większy dystans do skracania. był dzień kobiet. to takie święto, postkomunistyczne, kiedy można być miłym dla kobiet i nie potrzeba innego pretekstu. tak w skrócie i upraszczając. on jest w moim wieku. i zawsze po zajęciach czeka, aż wyjdzie z sali. na dzień kobiet czekał od października. żeby nie potrzebować innego pretekstu dla dania tulipana. banał. banał, tyle, że ja wiem, ile godzin myślał nad tym, czy tulipan, czy może jednak róża. czy może bukiet. a może jednak w ogóle nic. boże, dlaczego nie wiem, kiedy ma urodziny. a może coś innego, niż kwiat. nie, kwiat jest dobry. taki bezpodtekstowy. i mimo, że nie znam gościa, to zrobiło mi się go tak naprawdę, w głębi serca żal. i've been there, buddy.
i powiem Ci, koleś, że z jednej strony i do feel sorry for You, You're fucked up, but on the other hand there's nothing better than this. dzisiaj mogę to napisać bez wyrzutów sumienia. masz coś, co jest w swej istocie beznadziejne, ale zarazem w swej beznadziejności jest boskością. możesz czuć do woli, bez problemu poczucia niewystarczającej wzajemności w drugiej połowie równania. jesteś chodzącym znakiem większości.
idealizuje. ale zarazem dziękuję, że dane mi jest tak bardzo odczuwać. bo, jak się okazuje, to nie jest standard. wypadam z wzniosłej tonacji w życie codzienne. zwrot. ...odczuwać. tak natężenie, namiętnie, pozarozumowo czuć. także, buddy, dawaj z tulipanami. z perspektywy - żałośnie wzniośle - niczego nie żałuję.
pozdrawiam koleżkę oraz przedmiot opisu notki. BEZ kitu, powinnam wstawić o 15:00.