sobota, 30 marca 2019

wyślę sobie maila z gwiazdką

i zrobię sobie inne przyjemności, tak bardzo mi miło, że kupiłam sobie 23 płyty DVD, że aż nie mogę się na nie napatrzeć, stoją już odfoliowane zaraz obok wydania mistrza i małgorzaty z dedalusa. szał ciał i bogactwo doznań. pun pan unintended.

wyjdę dzisiaj i może będzie miło, nie wiem. ale już nie mogę z pdfami. całe życie z pdfami. no dobra, ostatnie 9 lat z pdfami. nieważne. te lata to w ogóle ostatnio mi się mylą, w żadną stronę nie mogę się doliczyć czy to phd to powinnam skończyć w grudniu 2020 czy 2021. chyba 2020, ale naprawdę, nie mogę się doliczyć. w tył z kolei jak mnie pytają ile lat mają potomkowie, to liczę i liczę i wychodzą mi ciągle inne liczby w głowie, że to musiał być niby 2011, ale rok później, czyli 2012, czyli niby już 7, ale może w sumie rok później, czyli niby 6, nie no 7, nie wiem, nie pytajcie mnie, co ja jestem, co? 

9 minut do wyjścia, ja nieumalowana, nieprzygotowana, nieubrana, nie wiem co to za akcja. 8 minut. i znowu weszłam w docxa. czy ja w ogóle to lubię? to pisanie pod recenzje, to poprawianie pod recenzje, to pisanie dla nikogo, do nikogo, po nic, o rzeczach, które mogłabym wyjaśnić na dwóch stronach, a napisać trzeba 6,000-10,000 wyrazów? trochę lubię, dużo się wtedy można dowiedzieć. trochę nie lubię, bo niewiele z tego wynika. jednak miło by było robić coś, z czego coś by wynikało. no dobra, ale z czego w ogóle coś wynika, skoro powiedziałabym, że z seriali, ale ich oglądanie jest postrzegane jako prokrastynacja, puf, nawet przeze mnie, mimo że myślę, że coś z niego wynika, mieszczaństwo przeze mnie przemawia. 4 minuty, idę. idę się napić i zedrzeć na amen gardło rozdarte uczeniem, pfi, nieprawda, czym ono w ogóle zdarte, nie wiem, idę i tak.