fantazmatu rodziny.
przewrotna wiara we własną sprawczość jako mechanizm obronny przed uznaniem wagi czynników społecznych.
nie żyjesz w pustce. żyjesz, pech chciał, w społeczeństwie, które jest niemiłe. twoi przodkowie nie pozostawili po sobie drzewa genealogicznego obsypanego zdjęciami i dokumentami. twoi przedkowie pozostawili po sobie kawałek szeregowego domu z ogródkiem do podziału na 6 osób. twoje mieszkanie nie jest twoim domem. nie masz domu.
to tak jak ja. nadal domem jest wybrane miasto. a czasu świątecznego mieć nigdy nie będziesz, bo zawsze przypisana będziesz na ten czas do miasta, z którym niewiele masz już wspólnego. i odgrywać będziesz performans rodziny, która nie istniała i nie istnieje. i tylko coraz mniej aktorów brać udział będzie w tej jednoaktówce. i tęsknić będziesz za domem, na który na co dzień nie masz czasu, a który opuszczasz na święta.
a potem każde zdanie obróci się przeciwko tobie. nie wierzysz im w żaden sposób. i twoja cierpliwość się kończy bardzo szybko i robisz się równie niemiła, co społeczeństwo, bo jak znieść można ten cholerny przesąd, że matka się ma tylko jedną i na dodatek zawsze pewną, kiedy jej głównym w ciebie wkładem jest dostarczanie materiałów do bycia nie taka, jak ona.
i tak później niż zwykle masz w gardle gulę emytogennego zobrzydzenia. i bardzo chciałabyś mieć swoje miejsce.
fantazmat domu.