po pierwsze rodzaj nieprzyjemnego strachu przed dorosłością się potęguje. sama się potęguję, a może raczej pierwiastkuję, bo dominuje poczucie małości. strach przed domem, strach przed brakiem domu, strach przed koniecznością pracy i ogromna obawa pracy niechcianej: póki co nic nie paraliżującego, ale jednak trzeba się od tego nieco odłączać, zamiast embrace it, więc niepokojący sygnał.
po drugie pewnie po części z tego, po części z odwrotu od dystansu, bardziej Cię potrzebuję co może Cię przestraszać, a zarazem tego nie chcę odłączać.
po trzecie wraca problem niezdolności do spędzania czasu wolnego i tym razem nie zamierzam się poddać i spłynąć. póki co jest jakiś plan do września włącznie, więc to może pomóc. no i niemiecki. no i wziąć się w obroty, heh. nie bać się, nie bać się, nie bać się mazur tchórzu.