poniedziałek, 26 stycznia 2015

seryjnie.

kiedy co pięć minut humor mam inny, tańczę na krześle na siedząco, co chwilę mam jakiś świetny pomysł, bez sensu sprawdzam pocztę, mam kolejny świetny pomysł bo już minęła chwila, instynkt, same dobre pomysły, jedna z niewielu definicji, których nie zapominam, dlaczego, energol, same dobre pomysły, ale zarazem straszny pierdolnik w głowie, bo już absolutnie nie wiem jakie mam zdanie na jakikolwiek temat, gorzej, co czuję, nie wiem już zupełnie co czuję, ale jest nadal ta jedna rzecz, której warto się trzymać:

nie lubię rodzynek.

i jeszcze nieskończony potok słów i żartów, moim zdaniem nienajgorszych, smsowych na przykład, mailowe tylko niedocenione, ale też

od kiedy mieszkam w śródmieściu

z prawdziwą polską widuję się na fejsie (wrzuca się na jednym zdjęciu, click follow) 
i na święta (ja wpadam do niej albo ona przyjeżdża)
na co dzień wersja west-in, skyline, hochpolen, 
wieżowce na deadline, metro raczej dead end, 

prawdziwą polskę, no mówię, na zdjęciu, nie wiem co się tam święci,
ale czasem, nie... nie wiem, możliwe, dawno, naprawdę, rzadko...
na co dzień, wiesz, ja mieszkam w centrum i staram się nie stąpać 
po białych pasach, moja polska jest jakby bardziej czerwona,

z prawdziwą, fioletową, zieloną, złotą, w purpurze... 
jakie oni tam jeszcze mają barwy wojenne - z nią widuję się rzadko
wśród nas kobieca partyzantka miejskich matek boskich. opatrzność trzyma się przedmieścia.
w centrum wzrusza mnie łezka, która spływa bokiem (czerwona).

w tę prawdziwą polskę wierzyć mi się nie chce dopóki nie przechodzi pod nosem krucjata, 
albo na fejsie nie zobaczę jej profilowego, z którego walla zalewa mi święcona woda.


środa, 21 stycznia 2015

.

przepraszam, a czy mogłabym jeszcze listę?

najlepiej listę pytań.

tak, tak, chciałabym,
żeby mi Pani zadała pytania.

np. dlaczego się Pani nie odzywała przez pierwszy miesiąc.

widzi Pani, tu wcale nie chodziło
o strach przez ludźmi,
może też trochę, ale nie do końca.

albo dlaczego się tak patrzę.

bo wcale nie mam na myśli
to w ogóle nie jest kwestia myślenia,
nic złego, a pewnie może to patrzenie
być źle odebrane.

i jeszcze czego chcę.

bo proszę o tę listę,
przecież tylko po to,
żeby odnotować swoją obecność.

mazur. jestem.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

torba ciężka i życie ciężkie.

zmęczenie zimą.

bo jak już założysz grube skary, wciśniesz na nie buty, wdziejesz kurtkę, komin i czapkę, to jeszcze maskę trzeba zapiąć, dopiero kiedy to wszystko gotowe a drzwi zamknięte, to można założyć rękawiczki, bo za grube, żeby w nich drzwi zamknąć. a to jest początek dopiero.

potem cały dzień trzeba się kitrać po wnętrzach, żeby nie przymarznąć, na ziemi nie siądziesz, od jarania palce marzną, ogólnie dość nieprzyjemna sprawa takie flanerowanie zimowe (dlatego i u nas nie było flanerów, proste). 

podjedziesz po budynek, w którym masz się ogrzać, ale zanim, to znów, rękawiczki weg, zapiąć rower, zdjąć lampki, schować lampki, wejść, wyjść, założyć lampki, odpiąć rower, założyć rękawiczki, a w międzyczasie jeszcze cała akcja komin-czapka-maska.

to nie jest przyjemne. taka codzienność. codzienność w ogóle rzadko jest przyjemna (that's why i am so old, that's why we are so creepy), a taka to już naprawdę. i jeszcze torba ciężka, bo sesja, życie ciężkie.

Zizou wróć.