nawet nie narzekam jakoś bardzo. nawet nie jestem zdziwiona. wbrew postawionej niegdyś z bananem tezie, że z roku na rok coraz trudniej się tę zimę przechodzi tym razem czuję leniwą akceptację takiej kolei rzeczy, konieczność stawienia jej czoła i poniekąd nieco mnie kręci koncepcja nie kupienia karty miejskiej przez cały czas tego skazania. nieco. na razie.
nie zajęłam się hazardem, nie uczę się hebrajskiego, nie czuję się dobrze na Artes (no, inaczej, czasem czuję się dobrze słuchając czegoś co ktoś mówi. czasem. czegoś. obserwując i słuchając. miałam im do powiedzenia o tym misiu, jaki on pano tadeuszowy, ale nie miałam szansy, więc im nie powiedziałam. trudno). nie piszę, bo chce mi się rzygać, kiedy myślę o tym ile niepotrzebnych rzeczy zostało napisanych. boska brzytwa ockhama powinna odciąć od całej bazy naszego świata nadbudowę. niechby się okazało co tak naprawdę ma znaczenie.
btw, co zabawne, mam wrażenie że oswajam się z koncepcją istnienia jakiegoś boga. nie na płaszczyźnie racjonalnej i nie na płaszczyźnie mojej wiary/niewiary, raczej jako jakiegoś społecznego konstruktu. chyba przez czytanie kołakowskiego o sacrum. i to bardziej na zasadzie zgody z jego stwierdzeniami o braku sensu w sytuacji braku sacrum - raczej tylko na tyle. faktycznie, no nie ma. bez sacrum nie ma sensu. i tak sobie dryfujemy. intelektualne i emocjonalne zombiaki.
przymiotniki tworzone od nazwisk działają emytogennie. prekariat, który już zaznał życia jako prekariat i wdziera się na uczelnie jest nieco zniesmaczony brakiem konkretu. świetnie, że to opisujecie i nazywacie na tyle różnych sposobów - a gdybyście tak wpadli na jakiś pomysł rozwiązania któregokolwiek z tych problemów?
i nie mówcie, że to nie wasza rola. owszem. to powinna być wasza rola. mistrzowie komentowania i analizy, odniesień, cytatów, zestawień i porównań. mistrzowie słowa. niekwestionowami, to fakt. aż się ciśnie na usta gdzie oni, z tą ich wiedzą i erudycją, byli, kiedy robiło się tutaj tak zombiaszczo.
Na wyspach jakby lżej znosili tę pustkę. U nas bardziej cierpimy z powodu braku dramatów. No ale co zrobisz, skoro absolutnie nie ma dramatu.