środa, 28 maja 2014

sonett.

The doorbell rang.
intensively, aggressively, irresistibly.
I could not have dared not to open.
So I did.

No surprise. Expected guest.
Tough I thought somebody else would have come –
it was expected guest,
just this guest.

The doors were opened, funny thing, joked, choked, 
the g. came in, stupid joke of mine,
what a drag as we’re swag.

Too much of a smell was is the air,
that  this doors were meant not to be opened,
Mine was only the stupid joke.

poniedziałek, 26 maja 2014

wstyd.

wstyd mi za Europę.

co gorsza, nawet nie mogę powiedzieć, że przynajmniej nie pada. pada.

tak bardzo mi wstyd za Europę.

wtorek, 13 maja 2014

#anderethema

#geschichte wie in film ist was ich brauche um zufrieden zu sein

[tłum.: i don't want realism, i want magic]

#drei dinge welche ich mag uber rennen - macht mir denken uber sommer, warschau in neue licht und satisfaction (everybody says: satisfaction!)

#jetzt ich fuhle dass wir sein in erste schwer moment, welche ist wirklich schwer und nicht nur schwer weil wir haben das schwer gemacht. und dass ist richtig scheisse. 

[tłum: przekleństwo prekariatu, niepewny kapitalizm, hajs się nie zgadza i na dodatek terminy też ssą, więc chyba mogę zrobić aufwiedersehen artes, wir sehen uns nachste jahr?]

#and that it way i like past so much, there is no place for uncertaintity [sic!?]. Ich bin sicher ich hatte diese geschichte.

I to całkiem urocze, zestawienie mojego kultywowania z S. mówiącym: nie mogę mieć jeszcze trochę beki? 

środa, 7 maja 2014

najlepiej rozmawia się nocą.

kiedy mijam te regały zapełnione literaturą dociera do mnie, że proporcja między liczbą wydanych pozycji, które może i momentami są zabawne, może opowiadają całkiem śmieszną historię, ale właściwie niczego nie mówią o człowieku, o jego naturze, o uczuciach (emocje, głupcze) czy tam o czymś ważnym a literaturą, która o czymś ważnym mówi coś ważnego są mniej więcej takie jak między liczbą small talkowych rozmów, w czasie których lanie wody z gęby uprawiane jest z takim wdziękiem, że nawet owszem, powstają bańki mydlane świetnych żartów, a liczbą rozmów, które coś w Tobie zmieniają. proporcja? dysproporcja.

zastanów się ile miałaś w życiu takich naprawdę znaczących rozmów? nawet wliczając te po pijaku, których może i nie pamiętasz, ale swą autentycznością nadrabiają luki w przekazie, nie jest tego zbyt dużo. 

ok, masz rację, te rozmowy mogą nic nie wnosić. mogą nic nie znaczyć, mimo swej wzniosłej tematyki i pięknych słów padających z gęb rozmówców. mimo tego brakuje mi takich rozmów. wkopywania się w głowę, szukania wszystkich możliwych interpretacji, nazywania najdelikatniejszych przeczuć, konstruowania teorii wokół swoich emocji. brakuje mi pytań, które ułatwiają werbalizację, nadają kierunek chaosowi i natłokowi wrażeń. w chuj brakuje mi psychoterapeuty? 

może. nie wiem. nie chcę tak o tym myśleć, jako chorobie. chcę o tym myśleć jako o ludzkiej potrzebie. potrzebie, która sprawia, że W. potrafi podejść i powiedzieć "chodźasiaporozmawiamy". 

zatem czuję się niewypowiedziana, niewypytana, niewyrozmawiana, niedoinformowana, nieinteresująca, niegodna uwagi, a moja potrzeba czuje się nieodwzajemniona. a im bardziej tak się czuje tym mniej chce mi się próbować to zmienić. nie chce mi się dobijać, dopraszać, domagać, dopominać. i przestaje mi się chcieć dopuszczać. 

#karma #ironialosu #szeregświadomychwyborów #ludziesieniezmieniaja