a kiedy ja go mam to to miasto wydaje mi się też jakieś takie. na spowolnionych obrotach. nie do końca się w nim takim odnajduję, nie do końca się odnajduję w roli osoby, która ma czas. ale uczę się wybierać, codziennie co na tak, a co na nie. bo naprawdę niewiele muszę. a całkiem wiele mi wolno, kiedy tak powoli sobie dobieram sposoby na spędzanie jednostek godzinowych.
i kiedy dziś tak po prostu prosto stanęłam, bardzo naturalnie, czułam się dobrze. może M. by zrozumiała o co mi chodzi, kiedy przed cały dzień, a właściwie od trzech dni, myślałam o tej chwili raz na jakiś czas. konfrontacja z widmem siebie sprzed półtora roku, na dodatek odbitym od spojrzenia - po takim półtora roku jak ostatnie nawet na odbijającym się zostawia refleksy. chyba po prostu sprostałam. z wzajemnością.
co do meritum: jestem o-ly a-ed (czyli idealnym materiałem do sprawdzenia, jak będą pracowały pojęcia weberowskiej racjonalizacji czytanej przez eliasa, który przecież czuł na karku oddech maxa, bo minęli się na tym świecie o jedyne trzy lata).