bywam zbyt pewna tego, że wiem co gdzieś jest, żeby sprawdzić. czasem przypadkiem natknę się na weryfikację mojego założenia. i widzę takie 'marzec 2013'. jak byk. marzec 2013.
i tak mnie to trzasnęło. trzask. marzec 2013. weryfikacja wyobrażeń. niemalże tak jak poranne: 'byłam, tydzień temu. nie, czekaj. cztery dni temu'.
trzask-prask. nie martwi mnie taka werfik-akcja. trzask-prask. dopóki nie puf, to wszystko na 'tak. tak. tak'. jaki by nie był inny ten marzec 2013. wyrywa mnie stąd ten marzec, ale nie dam się mu. skuję się mrozem w okowach kajdan domowego ogniska i nigdzie nie pójdę. pójdę nigdzie.
ale luz. nie będę 'powiem wam nic'.
[edit] zasadnicza różnica zawiera się w fakcie, że jesienny dzień z filmem był dniem, kiedy niczego wyjątkowego nie dokonałam. wiosenny dzień z filmem jest czymś na kształt wielkiej wygranej. ile razy jeszcze złoże sobie gratulacje. [/edit]
[edit] zasadnicza różnica zawiera się w fakcie, że jesienny dzień z filmem był dniem, kiedy niczego wyjątkowego nie dokonałam. wiosenny dzień z filmem jest czymś na kształt wielkiej wygranej. ile razy jeszcze złoże sobie gratulacje. [/edit]