wtorek, 12 marca 2013

marzec 2013.

bywam zbyt pewna tego, że wiem co gdzieś jest, żeby sprawdzić. czasem przypadkiem natknę się na weryfikację mojego założenia. i widzę takie 'marzec 2013'. jak byk. marzec 2013. 

i tak mnie to trzasnęło. trzask. marzec 2013. weryfikacja wyobrażeń. niemalże tak jak poranne: 'byłam, tydzień temu. nie, czekaj. cztery dni temu'. 

trzask-prask. nie martwi mnie taka werfik-akcja. trzask-prask. dopóki nie puf, to wszystko na 'tak. tak. tak'.  jaki by nie był inny ten marzec 2013. wyrywa mnie stąd ten marzec, ale nie dam się mu. skuję się mrozem w okowach kajdan domowego ogniska i nigdzie nie pójdę. pójdę nigdzie. 

ale luz. nie będę 'powiem wam nic'. 

[edit] zasadnicza różnica zawiera się w fakcie, że jesienny dzień z filmem był dniem, kiedy niczego wyjątkowego nie dokonałam. wiosenny dzień z filmem jest czymś na kształt wielkiej wygranej. ile razy jeszcze złoże sobie gratulacje. [/edit]

środa, 6 marca 2013

nie oszukujmy się.

myślałam dalej. przecież jestem mistrzem w przypisywaniu znaczeń. mistrzem nadawania znaczenia temu, co go pierwotnie nie ma. jestem w tym dobra (matt damon mówi mi 'you did damn good'). 

a warto się spełniać w tym, w czym człowiek jest dobry. 

funkcja ludyczna w społeczeństwie, macham cylindrem na rowerze, zakładam obcas i wystawiam fotel. wystawiam się na trzaskania za to całe przypisywanie znaczenia. zgoda, będę nadawać. odwołuję rewolucję - do następnego nieudanego zamachu stanu. 

piątek, 1 marca 2013

miała być pszypowieść o szewcu.

ale poszłam dalej, zamiast wrócić i się bawić w budowanie fabuły, dialogu.

właściwie zawróciłam do tego, co zawsze jest gdzieś z tyłu głowy. językowy obraz rzeczywistości to ładne sformułowanie. ale fakt faktem (też niczego sobie), że jednak  to tylko obraz. 

stąd myśl o tym pierwotnym braku znaczeń. o tym, że wszystko co istnieje (jeśli zaś nie istnieje - tym bardziej) jest pierwotnie nawet nie pozbawione, w sensie odebrania, raczej ze swej natury po prostu go nie ma, znaczenia. i jak miło się żyje, kiedy to znaczenie się pojawia. jak lubi się tych ludzi, którzy je nadają. jak przyjemne się żyje, kiedy masz to złudzenie znaczenia. 

a kiedy mija zastanawiasz się kiedy wróci fikcja sensu zamiast automatyzmu. w sumie starasz się jakoś ją odtworzyć, przecież to takie miłe uczucie. 

trochę się kitram (lub to słowo, przecież lubisz to słowo, uciesz się nim). maskarada kamuflażu.