poniedziałek, 6 sierpnia 2012

satisfaction.

satysfakcja, którą odczuwam jest zwielokrotniona. 

po pierwsze - jest to czysta przyjemność. przyjemność, która daje mi satysfakcję. bo jest niesprowokowana, bo jest efektem brudnych koszulek roboczych i postawy 'i don't give a damn'. bo jest wynikiem nieudawania. 

po drugie - jest to satysfakcja związana z poczuciem: 'a nie mówiłam, że nie trzeba tyle gadać'. niemożność wypowiedzenia się nie stanowi problemu, skoro nie ma potrzeby mówienia. 

po trzecie - jest to satysfakcja, którą daje upewnienie się, że to nie tylko ze mną jest coś nie tak, skoro ze mną może być 'tak'. a nawet, żart, 'tak, tak, tak' (dziękuję Ave Marii za ten żart).

po czwarte - jest to satysfakcja, którą daje mi z zasady tymczasowość i świadomość, że nie może być inaczej, więc nie będzie mojej w niej winy. to jest również bezpieczeństwo.

i po piąte, to satysfakcja, którą odczuwam niekiedy, kiedy zdaję sobie sprawę z tego, jak dobrze znam mechanizmy rządzące moimi odczuciami. to takie 'ja wiedziałam, że tak będzie', ja wiedziałam, że to jest swoją drogą, ale zawsze musi być ta druga droga. i jest. 

no i po szóste, wymiar społeczny, który daje satysfakcję. z niemożności tej możliwości w możność, w wyjątkowość, w nikt inny, a ja owszem, a ja tak.