ten cytat nie ma dziś dla mnie żadnego sensu, ale natknęłam się na niego przypadkiem wczoraj, dwa dni po tym, jak spędziłam ładnych parę minut próbując poprzez przekopywanie googla odnaleźć cytat camusa który w wersji sparafrazowanej zapamiętałam jako 'kiedy porzuciłem wszelką nadzieję, zza chmur wyjrzało słońce' (google nie znaju - za to znaju 'nadziei coraz mniej na słońce' i 'nie porzucaj nadzieję jakoć się kolwiek dzieje') aby wiedzieć, w jakiej książcę go szukać (zestawienie 'hope' i 'sun' również nie daje satysfakcjonującego wyniku). wracając do wątku przewodniego - prawda jest taka, że przez to, że charakteryzuje mnie nadmiar nadziei, nieumotywowanej i w swej istocie naiwnej, cytaty te zaprawdę bodą. nadziei, tudzież oczekiwań. odwieczne hasło więcej. światła. życia. a tu...
a tu, proszę państwa, przyjeżdżam do domu na 45 godzin. I gdy chcę spędzić poranek z mamą, której od dwóch miesięcy nie widziałam, porozmawiać z nią spokojnie przy kawie, to, proszę państwa, jest godzina 11:16, a moja mama śpi. I, nie chcę przeklinać, ale naprawdę nie robi jej różnicy czy jestem w domu ja, czy zbigniew herbert - ona śpi. I, pozwólcie państwo, że państwu przypomnę, to ta sama kobieta, która budzi moją siostrę z czystej złośliwości, bez konkretnego powodu, około 14. Naprawdę. W każdym razie chyba znów się, kolokwialnie mówiąc, przejechałam na oczekiwaniu jakiejkolwiek tęsknoty ze strony moich rodzinnych stron. Zaprawdę, powiadam wam, gorzkie żale. Parafrazując - więcej snu.
I jeżeli mogę się jeszcze nieco poskarżyć, chociaż wiem, nie mam na co narzekać i ogólnie nie powinnam, to odosobniłam się od życia na czas jakiś. To naprawdę ja to robię? Ale dlaczego? W jakim celu? Wykład ze statystyki? Ja na nim jestem? Czytanie o uczestnikach stosunków międzynarodowych? To naprawdę ja robię? Zajęcia od 8:00 do 20:00 z przerwą 14:45 - 16:45 - to moje zajęcia? Ale dlaczego? Przecież niemożliwe, żebym ja tego chciała, żebym sobie to wybrała, żeby to było to. Tak w ogóle jest to oczywiście omijanie tematu przewodniego, ale już raz w tym tygodniu się sama przed sobą przyznałam co nim jest i starczy póki co. Więcej zamknięcia się w sobie.
A teraz, proszę państwa, nieidentyfikująca się z tym czym się zajmuje i co robi, i co się z nią dzieje, wstanie, już wstała, w sposób umiarkowanie energiczny postraszyła kota, który bawił się reklamówkami, jak dobrze, że tam gdzie dziś wrócę nie ma kota, ubiorę się wielowarstwowo i ciepło, nie lubię się zimą jeszcze bardziej niż innymi porami roku, zakapturzę, zaszalikuję, nawet wezmę rękawiczki, chociaż nie powinnam to zapalę po drodze na spotkanie, po którym, bez kitu!, będę jeszcze bardziej abstrakcyjnie i surrealistycznie się czuć. Jest 11:30, moja mama nadal ma na mnie..., śpi i nic jej nie ruszy. Więcej luzu.